Dziś po polsku.

Wsiadł do samolotu na Okęciu i słuch po nim zaginął. „Miał powrotny bilet”

Polska prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie zaginięcia byłego białoruskiego dyplomaty - informuje w środę „Rzeczpospolita”. Po Anatolu Kotau nie ma śladu od roku.

Polska prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie zaginięcia byłego białoruskiego dyplomaty. W środę poinformowała o tym „Rzeczpospolita”. Po Anatolu Kotau nie ma śladu od roku.

21 sierpnia 2025 roku Kotau wsiadł na warszawskim Okęciu do samolotu lecącego do Stambułu. Miał tam odbyć „spotkanie służbowe”. Do Polski nie wrócił.

Miał powrotny bilet. Umówiliśmy się, że wróci w niedzielę. Przestał się odzywać

– powiedziała „Rzeczpospolitej” Anastazja Pilipczyk-Kotawa, żona Anatola Kotaua.

Według gazety prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa, ponieważ Kotau nie był obywatelem Polski, a do zaginięcia doszło poza terytorium Polski.

Anatol Kotau był białoruskim dyplomatą i pracownikiem administracji Aleksandra Łukaszenki. Od roku miał w Polsce azyl polityczny. Białoruski reżim skazał go na 12 lat więzienia.

Jak podaje „Rzeczpospolita”, po przyjeździe do Polski Kotau współpracował z Pawłem Łatuszką. Jest on, obok Swiatłany Cichanouskiej, jednym z najważniejszych przeciwników Aleksandra Łukaszenki.

Sekcja: Polska

Więcej artykułów